Experience – ciag dalszy opowieści.

            W ostatnich latach, w miarę jak każdy aspekt życia musi się mieścić w paragrafach, zacząłem czytać każdy regulamin konkursu, warsztatów i imprez foto. Okazuje się, że stało się notorycznie wykorzystywanie takich okazji do zbierania zdjęć przez organizatorów za pomocą zapisów, że wysyłając zdjęcie zrzekamy się praw, często także majątkowych. Potem organizator konkursu może wykorzystać nasze zdjęcie w dowolny, nawet komercyjny sposób 🙂 Tadam ! Pod przykrywka rozdania kilku gadżetów, zbieramy setki, tysiące zdjęć – taniej, niż ze Stocka wykupić licencje. Spora rzesza amatorów hobbystów nie ładuje zdjęć na stocki, więc jest szansa na coś świeżego, nowego. Wiem, że ogromna większość nadsyłanych zdjęć to śmieci, ale wystarczy kilka perełek, które można wykorzystać i na pewno organizator nie będzie narzekał 😉 Także miłym zaskoczeniem było, że Fuji chce zaprosić na warsztaty na podstawie kilku nadesłanych zdjęć, żeby wybrać osoby, które wiedzą, którą strona trzymać aparat 😉 bez przekazywania praw do zdjęć itp itd. Proste, podeślij my ocenimy i wybierzemy kogo zaprosimy. Coś jak kasting 🙂

            Wybrałem ze 3 foty, wysłałem i zapomniałem 🙂 Ale okazałem się wybrańcem, przysłano mi zaproszenie na imprezę, która odbywała się w studio foto, godzina 14, wtorek. Ok, załatwiłem sobie zastępstwo w „day job” i powędrowałem. Pierwsza rzecz, zaskoczenie, że studio bardzo przyjemne, nie było wielkiego tłumu uczestników – bo 10 osób to nie tłum.

             Najpierw prezentacja i trochę technologii o tym sprzęcie co jak i do czego 🙂 Jako, że Foto Kurier był zaangażowany, to naczelny opowiadał o wrażeniach z wycieczki do Indii z aparatem Fuji. Zachwalanie, recenzowanie, bez zbytecznego lukrowania i akwizycji. Kolejny plus, bo miałem obawy, że będzie to jak na spotkaniu ze sprzedawca odkurzacza rainbow 😉 Fajna rzeczą były odbitki, zdjęć wykonanych tymi aparatami. 

          Scena akcji 😉

          Druga część – aparat w łapki i pstrykanie z modelką. Tu się zaczęły schody, bo scena miała imitować ciasny pokój w jakim Marek Straszewski robił foty w Indii, tylko… On miał więcej światła, miał statyw, miał czas i miejsce popracować z modelami 🙂 A my – ciasna klitka zbudowana z murzynów( ścianek do przysłaniania światła), pod oknem, przez które niewiele światła wpadało, bo zaczynała się ulewa, która skompromitowała wieczorem organizatorów meczu POL- ANG 😉 Zanim poustawiałem ISO, pomiar światła i skumałem jak i co w pierwszym modelu – x100 kończyliśmy zdjęcia w tym miejscu. Grupa około 10 osób i 1 modelka w ciasnym miejscu… dziękuje – nie wybrałem się na konferencje premiera czy prezesa, aby się przepychać łokciami walcząc o kadr 🙂 Pstryknąłem kilka zdjęć, ale w większości niezbyt udanych- eksperymenty z ekspozycja. Zdążyłem zapoznać się dogłębniej z opcjami aparatu i wiedziałem co, gdzie znaleźć w menu- niby proste, ale trzeba wiedzieć co nacisnąć, np. żeby znaleźć jak przełączyć tryb pomiaru światła. 

           Przenieśliśmy się na drugą stronę studia, pod białą ściana z użyciem światła ciągłego. Plus taki, że więcej miejsca dla tych 10 osób 😀 Ale nadal niektórzy jak japońscy turyści pstrykali pstrykali nie odstępując modelki na krok… no cóż każdy ma swój „styl” 🙂 Ale taka sytuacja wymusiła trochę kreacji, więc zapamiętałem podczas prezentacji, że przyciskiem Fn można przyporządkować specjalne funkcje 🙂 Ja wybrałem wielokrotna ekspozycje, bo bardzo mi brakuje tej opcji w Pentaconie, gdy robię 6×6, bo tam naciąg jest zintegrowany z przesuwem filmu ;( Oto kilka zdjęć w wyniku tych eksperymentów. To była największa frajda dnia 🙂 niejako nie mogąc robić zdjęć tak jak lubię – na spokojnie, a nie aparat obok aparatu – to było ciekawe doświadczenie, bo w lustrzance, ani w analogach nie mam dostępnej tej opcji. A co z aparatu to z aparatu, a nie z komputera. Trzeba zaplanować kadr, wyczekać odpowiedni moment podwójnie- bo dwa ujęcia. Zabawa na całego. Okazało się, że można uzyskać ciekawe ujęcia. Nie do końca rozumiem, jak algorytm je nakłada, bo próbowałem jedne prześwietlać drugie nie doświetlać, ale wielkiej różnicy nie widziałem, pewnie kwestia dłuższej praktyki i poznania aparatu.

           Bawiłem się x10- trochę mi przypominał kompakty ze swoim sporym zasięgiem obiektywu- zoomu 🙂 ale taka małpeczka z niego- śmiałem się, że żeby korzystać z wizjera, to trzeba gałkę oczną włożyć do środka- jeżeli myślisz o tym aparacie, musisz lubi, wiedzieć, godzić się, że będziesz używać wyświetlacza non stop. X100 już lepiej – z obiektywem 35 2.0. oraz x pro 1, ze szkłami 18mm,35mm, 60mm. Przypominam, że mała matryca wymaga mnożyć x 1,5 względem małego obrazka- wzorca pełnej klatki. Teraz szeroki jest bardzo szeroki, ale do np, krajobrazów byłby ciekawą propozycją. 35Mm i f1.4 to mój faworyt, bo po pomnożeniu będzie około klasycznej 50mm 🙂 i to jest mój wybór, aparat do streetu, do reportażu. Nie rzucając się w oczy, ale dość blisko, a nie jak paparazzi, można robić dobre zdjęcia. Coś o czym mówił Robert Capa – „Jeśli twoje zdjęcia nie są dostatecznie dobre, to znaczy, że nie jesteś dostatecznie blisko”.

          60 mm to niby portretowe szkło,  ale x 1,5 to już 90, ani to tele, ani to portret.  60 już tylko F2.4 – co jest nadal świetnym rezultatem, noooo ale mogłoby być lepiej 😉 Dla mnie coś, jak szkło do „streetu dla wstydliwych”. Nie widzę miejsca dla tego aparatu w studio portretowym, ani funkcje, ani pliki jakie wypluwają nie uzasadnią takiego kosztu względem nawet pełnej klatki DSLR ! Teraz różnice miedzy x100 i x pro 1. Niby kosmetyczne, ale generalnie xpro 1 daje wiele opcji z lustrzanki, kontroli ekspozycji, wyższej jakości, jedyny „minus” że nie posiada wbudowanej lampy błyskowej >>>> Przeżyłbym jakoś 😉  X100 to taki bardziej kompakt.  X10 małpiatka 🙂

            Osobiście za krótko przebywałem z tymi aparatami by wydać jakiś osąd, czy byłbym za x100 czy xpro1. ALE ! Cena Xpro względem konkurencji jest IMHO za wysoka. Bo za 7 k pln można dziś kupić 5dmk II. Rozumiem, że to sprzęt do różnych zastosowań, ale ktoś dla kogo pieniądze nie są dylematem, raczej celuje w Leice. Fuji IMHO próbuje wykroić swój kawałek tortu oferując coś co może dać nam Leica, ale za mniej niż połowę ceny ! I to jest argument, który może być nie do pobicia, nie stać mnie na Leice, ale chce mieć aparat dający mi dobrą jakość, który mogę nosić w plecaku, czy kieszeni kurtki, spodni, a nie w walizce – tak Aniu>>> JA będę woził w walizce, bo lubię swoje „klocki” w postaci Pentacona i np. 180Mm f2.8 czy też Canona z zabawkami 😉 – ale jakbym miał luźne 10 k pln na X pro 1 i 35 1.4 to już biegłbym do sklepu, bo na pewno jest to ciekawa propozycja do streetu i reportażu.  Ileż scen ucieka, bo nie mam ze sobą aparatu, albo lustrzanka przykuwa ludzka uwagę za mocno. Noooo chyba, że miałbym ze 3x tyle to biegłbym do Leica 😉 Nie zdążyłem dobrze się z X pro 1 polubić, bo… i tutaj łyżka dziegciu w beczce miodu…

           Pierwszy Zonk, dostaliśmy karty SD 4 GB od Fuji do własnego użytku i do zapisu wykonanych zdjęć – brzmi super, ale.. wymienialiśmy się aparatami przekładając karty z body do body. Ja nie narobiłem ogromnej ilości zdjęć, bo część z nich była rozbiegówkami, żeby sprawdzić pomiar punktowy, sposób kadrowania w wizjerze itp. Kilka, żeby sprawdzić jak działa wielokrotna ekspozycja, itp itd. W pewnym momencie wkładam kartę do czyjegoś body robię 5 zdjęć i … pojawia się komunikat, że brakuje numerów dla zdjęć… QUE !>>>? ŻE CO !? Próbuje zajrzeć ile zdjęć zrobiłem, ile miejsca, coś skasować, ale aparat nadal odmawia robienia zdjęcia, mimo wolnego miejsca na karcie … Prowadzący przyznał, że tak te aparaty mają. Muszę włożyć nową kartę, starą sformatować po zgraniu i dopiero on zacznie liczyć od nowa 😀 Kto to w ogóle wymyślił :DDD teraz wyjaśnię jak to się stało- zacząłem robić zdjęcia w x10- lecż foty od 0003 do 0023 – bo coś z początku pokasowałem. Potem przełożyłem do innego body i tadam, Oddał mi go jakiś japoński turysta i dostałem z liczbami 9886 🙂 od tego miejsca aparat zaczął liczyć dalej zdjęcia na mojej karcie. Kolejne podmianki i uwaga robiąc wszystkich 113 zdjęć skończyło się fotografowanie dla mnie 😀 Bo nie miałem drugiej karty, a jak zacząłem zgrywać foty na prywatną CF-ke na lapku kolegi z Fuji Polska – DZIĘKI za pomoc ! – trwało to naście minut i każdy zdążył zrobić kilka z błyskiem, gdy moja karta się mieliła… i koniec zabawy 😀 nie zdążyłem studyjnej foty z błyskiem zrobić O_o 

           Drugi zonk. Zgrałem szybciutko foty po powrocie i … maja format RAF, jako, że Fuji chyba nigdy nie miałem, to googlam>>> ok konwerter, tylko żaden nie chciał działać dobrze z plikami Xpro1 – wywalało kasze, mój Lightroom nie ogarniał nowego zapisu, a że nie stać mnie na nowego LR ani Photoshopa – urok życia w małżeństwie= puste konto ;P – to poradziłem sobie konwertując pliki za pomocą bezpłatnie dostępnego Adobe DNG converter. Tylko nadal pliki wyplute miały dziwną fakturę. Wiem, że to nie wina aparatu, tylko softu, którego nie mam, bo ponoć nowe programy sobie dobrze radzą. Ale naszukałem się i namęczyłem, a i tak na końcu efekt nie był zadowalający O-o

            Czy jestem zadowolony z imprezy – tak, bo miałem okazje w jednym miejscu potestować kilka aparatów, których mogłem być docelowym klientem, bo brat był mocno zainteresowany, żeby nie wozić całej torby z lustrzanką. Fajne studio, przyjaźni ludzie… Nie, bo FAKUP z kartami, tym przepychaniem do zdjęć trochę to można było podzielić np. na dwie modelki- nomen omen bez wizażu, wiec zbankrutować firma Fuji by chyba nie zbankrutowała- i podzielenie grupy na 2 podgrupy, jedni przy naturalnym, inni przy ciągłym lub błyskowym, problemy z konwersja plików RAF psuje odbiór. Miałem ochotę wysłać zgłoszenie na warsztaty mody w KRK, ale chyba sobie daruję, bo cały dzień poświęcić i przepychać się, żeby zrobić zdjęcie, potem nie móc robić zdjęcia… potem nie móc go wywołać- nieeee dziękuje 🙂

             Na koniec te, co mi się podobają najbardziej 🙂

 

Be Sociable, Share!
This entry was posted in Bez kategorii and tagged , , , , , , .

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *

*
*