Category Archives: Bez kategorii

Rowerowy zawrót głowy, czyli fotorelacja z UCI Mountain Bike World Cup 2017 w Val Di Sole.

Od dłuższego czasu jestem pochłonięty drugą pracą, więc na zdjęcia mam mało czasu, nawet na rodzinne pstryki. No ale jak to w życiu bywa, przypadki chodzą po ludziach i nami kierują. Idąc na plażę, nad jeziorem Garda w słonecznej Italii, natrafiłem na plakat o UCI Mountain Bike World Cup.

Daty pokrywały się z naszym powrotem do PL. Od razu sprawdziłem kto z naszych pojedzie. No i udało się tak zaplanować, że w drodze powrotnej z południa zahaczyliśmy o Val Di Sole, w którym miały się rozgrywać zawody. Plan był prosty, podjechać do parku maszyn, wejść pokibicować i zrobić trochę zdjęć 🙂 Pierwszy raz byłem, na imprezie tej rangi i nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać i jak to może wyglądać.

Nastawiłem się na reportaż cyfrą, bo kolarstwo to dość dynamiczny sport, ale z założeniami na wakacje, chciałem możliwie dużo robić na kliszy – średni format w Linhoffie. Także dźwigałem ze sobą naście kilo, ale do tego już się przyzwyczaiłem 😉 Zdjęcie poglądowe, wykonane przez prywatna Zouzę, jest na Facebook-u . Na miejscu okazało się, że trwały jeszcze treningi i można chodzić po trasie, zwiedzać prawie w każdym miejscu. Nie omieszkałem zrobić zdjęć dziewczyn z naszego Kross Racing Team. Jak się później okazało powyższe zdjęcie jest prorocze,bo Jolanda Neff była pierwsza, a Maja Włoszczowska trzecia w wyścigu – bravo !

Ok, ale wróćmy do zdjęć. Zacząłem od spaceru z Canonem 650 D i zapiętym obiektywem 24-70 2.8 mk I . Jest to dobry wybór na body z niepełną klatką, bo szeroko wystarczająco do strzałów z odległości, a i zoom użyteczny. Porobiłem trochę zdjęć z bike parku, na którym były przejazdy próbne, sam zapoznawałem się z trasą i miałem okazję, po raz pierwszy spotkać zawodniczki KRT, jak omawiały trasę i robiły próbne przejazdy- powyżej, czy też robiły selfie na trasie – poniżej 😉 

Ok. wstęp przydługi był, to do zdjęć ! Pierwsze wrażenie WOW, można chodzić prawie wszędzie, a gdy przechodzi się przez trasę, obsługa przepuszcza przez śluzę, dla pieszych, gdy nikt z zawodników nie jedzie. Potem zaczęło do mnie docierać, ze to co jest fajnego, że trasa to pętla, na niewielkiej przestrzeni – jak na kolarstwo górskie, jest też zmorą dla fotografa. Wszędzie dużo ludzi, taśmy wyznaczające trasę, słupki, kamery, obsługa, reklamy… Nie łatwo było znaleźć dobry kadr, żeby coś nie przeszkadzało. Nie mając akredytacji prasowej, nie można było wejść w pewne miejsca, przeznaczone dla kamerzystów i fotografów. No ale trzeba sobie radzić, więc jak żaden fotograf nie protestował i uśmiechałem się do pań z obsługi, to wchodziłem bliżej, czy dobrze z tego wybrnąłem -ocenicie Wy 🙂

Wspiąłem się trochę pod górę i robiłem zdjęcia podczas przejazdów Down Hill. 

 

 

Później postanowiłem poeksperymentować z paningiem- co to poczytaj TUTAJ. Jest to w DH o tyle trudne, że zawodnicy w krótkim czasie, przemieszczają się w przeróżnych kierunkach. Auto na torze, porusza się dość liniowo, a rowerzysta DH w kadrze aparatu, jak w betoniarce, skacze po całym polu widzenia 😉 Przykładem niech będzie koło tego zawodnika na czasie naświetlania 1/15 s.  F 4.5 i Iso 100 @27 mm. 

I jeszcze jedno, które lubię na tych samych parametrach.

 

Kombinowałem z czasem naświetlenia, ale nie do końca dawało to zadowalające efekty.

Próbowałem też złapać ruch samego rowerzysty, względem trasy, bo szybkości były spore w niektórych miejscach.

Odsunąłem się od trasy, na ile las i tłum ludzi pozwalał znaleźć lukę do robienia zdjęć i … było moim zdaniem lepiej. To zdjęcie zrobiłem stojąc na korzeniu ściętego drzewa, próbując utrzymać równowagę i …zrobić zdjęcie 😀

Zacząłem poznawać trasę i szukać ujęć w miejscu gdzie zawodnik szybował, bo pozwalało zminimalizować płaszczyzny ruchu do jednej – w dół, a nie podskakiwał na każdej dziurze, korzeniu i lawirował pomiędzy przeszkodami prawo i lewo. Uprościłem sytuacje, do tej z toru samochodowego. Obiekt przemieszczał się względnie równolegle, do płaszczyzny matrycy obiektywu, w tym wypadku z prawej do lewej. Dlatego zaczęły zdjęcia wychodzić ostrzejsze i ciekawsze, bo latających rowerzystów 😉

Poniższe 1/60 s F5.6 , 20 mm, iso 400- bo w zacienionych miejscach za mało światła było i czasy wychodziły za długie.

Następnie podpiąłem szeroki obiektyw jakim dysponuję – Sigma-10-20, co pozwoliło podejść do trasy przed ludzi, łapać mniej niepotrzebnych rzeczy w kadr i więcej otoczenia. Poniższe 1/80 s F4.5 , 10 mm, iso 400

Jak to jest z tymi przypadkami, tak i tym razem się uśmiechnęło do mnie szczęści. Gdy upatrzyłem swoje miejsce, to po drugiej stronie trasy ustawił się ktoś z kamerką i lampa w trybie stroboskop 🙂 Wykorzystałem to doświetlenie, jak tylko mogłem. Musiałem prze-kadrować nieco , żeby lampa dawała mi błysk z góry i proszę- gotowe :

Bawiłem się też z flarą w obiektywie robiąc specjalnie zdjęcia pod słońce. 

 

Więcej zdjęć opublikuje niedługo na Facebooku, także zaglądajcie na fanpage. Będą też gleby, bo bez tego DH nie istnieje !

Kilka bonusowych zdjęć – padok Kross Racing Team i zaparkowane rumaki.

Mój faworyt jeśli chodzi o malowanie- Fabian Giger. 

Maja i jej pszczółka nie ma kontynuacji na górnej rurze, a szkoda.

Fenix Jolandy jest ok, ale kolorystycznie nie porywa.

Bartek Wawak i jego karty, też mi się podobało, bo ciekawy pomysł z tym Jokerem, ale mało przejrzysty projekt na tym niebieskim tle- wstyd się przyznać ale zdjęcie też nie najlepsze, bo poruszone 🙂

Ciekawe czy Kross wypuści takie koszulki ? Mi się podobała 🙂 Poproszę sztuk dwie 😀

 

Wszystko co dobre się kończy i trzeba było lecieć do domu.

aha… Mikołaju już wiem co chcę i dam ci szanse, żebyś wybrał sam, ponieważ trudno dostać takiego Krossa jak powyżej, to w ostateczności może być…  😉

albo 

😉

Tagged , , , , , , , , , , |

Filtry neutralne szare – ND filter, neutral density.

Osobiście używam filtrów ND najczęściej do wydłużenia czasu ekspozycji całej sceny – tutaj zastosowanie mają filtry tzw. pełne. W zanadrzu posiadam chińskie filtry ( z racji wysokiej ceny i sporadycznego zastosowania u mnie) – kwadratowe, które mogę wykorzystać przy większych analogowych średnicach obiektywów oraz dwa, wkręcane filtry kołowe – Hoya Nd8 przyciemniający ok 3 działki przysłony oraz L.C.W. ND500 przyciemniający o około 9 działek 🙂

 

Druga sytuacja, kiedy po nie sięgam, to bardzo duża różnica pomiędzy np. niebem, a ziemią, czy wodą w fotografii krajobrazowej. Tutaj używa się filtrów połówkowych, czyli część zdjęcia jest fotografowana przez neutralna szybę, druga część przez przyciemnioną, dla wyrównania całej sceny i skompresowania rozpiętości od najjaśniejszego i najciemniejszego punktu kadru.

 

Pierwsza sytuacja, pozwala nam na spowodowanie, że np. rzeka, ocen będzie zamieniała się w miękką mgiełkę.

 

Przykład jak wygląda scena przy „normalnej” ekspozycji i wydłużonej poprzez użycie filtra ND – w tym wypadku 500, bo było bardzo słonecznie 🙂 . Kadr oczywiście jest nieco inny, ale widać doskonale jak zamrożona jest woda na 1 zdjęciu i jak rozmywa się na 2 kadrze.

 

  Ludzie w mieście „wyparują” bo nie zostaną zarejestrowani jako ostre punkty przy naświetlaniu kilkuminutowym.

  Światła kolejnych aut, ułożą się w rzekę różnych kolorów.

 

 

 Kreatywnych zastosowań jest więcej. Można wymusić przy starszych aparatach mniejszą głębie ostrości, by nadal migawka mogła pracować w swoich maksymalnych zakresach- dziś gdy aparaty robią zdjęcia nawet przy 1/8000 sekundy trochę to odeszło w zapomnienie. Przy analogowej fotografii ma to jednak nadal zastosowanie, gdy nie ma centralnej migawki, a migawką jest przysłowiowy kapelusz 😉

Popularne wykorzystanie filtrów ND można spotkać np u   www.michaelkenna.net  Polecam 🙂

 

Tagged , , , , , , , , , , , , |

Cmentarna aleja.

Ten wpis, to taki przerywnik w opisywaniu źródeł i kierunków błyskania. Oddech od zapachu utrwalacza czy kolodionu.

Fort Rosecrans National Cemetery, Point Loma w San Diego, California.

Zawsze przygnębia mnie spacer po cmentarzu. Niestety nie tylko z powodu zadumy nad tymi, których brakuje, ale nad obrazem naszego świata, gdzie nawet w obliczu śmierci, prześcigamy się w swej próżności. Pomniki, grobowce, czy wręcz pałace stawiane po śmierci… Nie mogę tego pojąć, po co ? Podobno, w obliczu śmierci, wszyscy są równi? No, ale my Polacy, chcemy być równie wyżsi od reszty.

Dlatego, od zawsze fascynował mnie widok cmentarzy amerykańskich, znany z filmów. Tak się potoczyło życie, że miałem okazję zajrzeć na kilka z cmentarzy podczas swoich podróży, przy okazji pracy w USA. Ostatnia wizyta, roboczo nazwana wyprawa „Cali Trip”, udowodniły mi i utwierdziły, że mogą być piękne cmentarze. Takim cmentarzem, bez wątpienia jest Fort Rosecrans National Cemetery, Point Loma w San Diego, California.

Fort Rosecrans National Cemetery

Uroku naszych odwiedzin dodawała aura. Popołudniowe słońce, chylące się ku zachodowi. Zieleń trawników, błękit nieba, pomarańcz zachodzącego słońca plus refleksy w otaczającym oceanie i wodach zatoki San Diego. 

Magia tego miejsca polegała, na wręcz ascetycznej formie. Dokładnie, jak od linijki, poukładane tablice. Równo skoszona trawa. Zadbane drzewa i okolica. Bez przepychu, bez tandety, bez wyścigu, kto bardziej boga i bliskich miłuje, poprzez budowanie, wyższych i większych sarkofagów. 

Fort Rosecrans National Cemetery

Piękno tkwi w prostocie, zgadzacie się?

Fort Rosecrans National Cemetery, Point Loma w San Diego, California.

Warto czasem się zatrzymać i naprawdę zastanowić, po co to wszystko?  Pozytywnych wniosków wszystkim życzę 🙂

Tagged , , , , , , |